Nazywam się Rafał Janowski. Moja ukochana żona to Agnieszka ‚Agi’ Janowska. 4 lipca 2009 o godzinie 04.24 w szpitalu położniczym ROTUNDA w Dublinie, urodziła się nasza córeczka Olivia Janowska. Przeżyliśmy najtrudniejsze chwile w naszym życiu. Oto nasza historia!

Olivia to nasze pierwsze dziecko. Kiedy zobaczyliśmy nasz pierwszy skan i kiedy dowiedzieliśmy się ze urodzi się nam dziewczynka  bezspornie i bardzo szybko wybraliśmy dla niej imię – OLIVIA. W czwartek wieczorem 2 lipca Agnieszka miała silne skurcze porodowe. Czekaliśmy na przyjście Olivii na świat do soboty rano.  O godzinie 03.30 – zaczęło się. Nastąpił poród. Niestety nastąpiły pewne komplikacje co przyczyniło się do porodu cesarskiego.Cesarka była bardzo długa i trudna. Personel medyczny nie był w stanie wyciągnąć Olivii z brzuszka Mamy. Było kilka różnych powodów, o których dowiedzieliśmy się później.

W ostatniej minucie jeden z wybitnych doktorów z wielkim trudem wyciągnął Olivie z łożyska mamy. Jak się później dowiedzieliśmy doktor ten przyjechał do szpitala odebrać poród swojej jedyne pacjentki. Niesamowite! Doktor z wielkim trudem wyciągnął Olivię z macicy ponieważ jej główka utknęła w miednicy Agnieszki. Gdy tak czekałem na żonę z maleńką Olivią, która wyglądała cudownie, około 6 rano kolejny lekarz poinformował mnie o negatywnym następstwie tej trudnej cesarki. Agnieszka straciła 3,5 litra krwi i musiano ja natychmiast operować.

Modliłem się jak umiałem aby Bóg nam pomógł..

Byłem bardzo zmęczony, niewyspany i sfrustrowany. Jedyne czego chciałem to zobaczyć moja ukochana żonę jak najszybciej i być w trójkę razem. Dobiła mnie kolejna informacja około godziny 09.30 od kolejnego doktora, który poinformował mnie o pogorszeniu sytuacji. Przeprowadzono kolejny zabieg. Operowano Agnieszkę, gdyż krwotok nie ustępował. Agnieszka straciła kolejne litry krwi. Przetoczono jej w sumie całą krew – 6.3 litrów krwi (18 x 350 mililitrów krwi).

Nie byłem w stanie cieszyć się z przyjścia Olivii na świat. Płakałem, martwiłem się, nie wiedziałem już jak się modlić i co robić by pomóc mojej żonie. Wysłałem wiadomości tekstowe do rodziny, przyjaciół i znajomych chrześcijan aby się o nas modlili. Bylem załamany. Miałem mnóstwo negatywnych myśli, czułem się samotny i opuszczony. Coraz mocniej atakowały mnie natrętne myśli o śmierci Agnieszki, ze będę samotnie wychowywał nasze dziecko. Zadzwoniłem do naszej wspólnej przyjaciólki z kościoła St.Marks w Dublinie – Jenny i drżącym głosem opowiedziałem jej w skrócie nasz problem. Jenny powiedziała, żebym się nie martwił i że powiadomi kogo trzeba aby się o nas modlono.

Jakiś czas później Bóg mnie zaskoczył w swojej miłości i trosce o mnie i moja rodzinę. Bóg przypomniał mi o książce, która czytałem kilka miesięcy przed porodem Agnieszki. Książka ta nosi tytuł „Dobry Bój Wiary” – Alana Vincenta. Alan dzieli się w swojej książce doświadczeniami z własnego życia jak skutecznie się modlić przeciwko diabłu w trudnych chwilach. Bóg pokazał mi, że te złe, negatywne myśli o śmierci mojej żony pochodzą od diabła, który nienawidzi każdego, zwłaszcza Chrześcijan.

Modliłem się słowami z 2 Księgi Mojżeszowej, rozdział 22, wersety 1 i 4 przeciwko złodziejowi.

„Jeżeli ktoś ukradnie wolu lub owce, a potem je zarżnie lub sprzeda, odda pięć wołów za wołu, a cztery owce za owceJeżeli w jego posiadaniu znaleziono coś, co skradł, czy to wołu, czy jagnię jeszcze żywe winien zapłacić podwójnie.”

Modliłem się w wierze i wypowiadałem słowa na głos przeciwko szatanowi za to, że próbował zabić moja żonę i okraść nas z naszego szczęścia. Modliłem się ogłaszając w wierze, że przez to, iż diabeł próbował zabić moją żonę i tym samym okraść nas z tego, co dobre, co zbudowaliśmy jako małżeństwo, będzie musiał oddać. Modliłem się, że tak jak kiedyś złodziej oddawał podwójnie lub pięciokrotnie tę sama rzecz, diabeł ‘zapłaci’, oddając życie dwóch innych chrześcijańskich matek, które będą w podobnej sytuacji, co moja żona. W tej modlitwie czułem moc Ducha Świętego i autorytet, który dał mi Jezus.

Czułem moc i prowadzenie Boga w tej modlitwie. Nie zgadzałem się ze śmiercią mojej żony i osieroceniem naszej córki. Nie zgadzałem się z myślami, że będę wdowcem.Czułem, kiedy się modliłem, jak prawnie zabieram to, co do mnie i mojej rodziny należy.Jezus dodawał mi sił do strategicznej modlitwy przeciwko śmierci.Po ponad 30 nieprzespanych godzinach nabierałem sił. Bóg mnie zachęcał, żebym wierzył i modlił się. Otrzymałem mnóstwo SMS-ów od rodziny, przyjaciół i znajomych. Czułem pełne wsparcie.Jeden z fragmentów, który ktoś mi potwierdził w SMS-ie, dotyczył Psalmu 23. Ten sam psalm, który też coraz mocniej przypominał mi Duch Święty.

„Choćbym szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę boś ty ze mną…”

Kolejna negatywna informacja o stanie zdrowia Agnieszki zachęciła mnie do nie ustawania w modlitwie. Agnieszka, po tak trudnej trzeciej operacji, miała zostać przewieziona natychmiast do Szpitala Mater Hospital na intensywną terapię. Była w bardzo ciężkim stanie. W tym samym czasie przyjaciele przyjechali nas wesprzeć. Piotr, który jechał ponad 80 kilometrów żeby być ze mną. Moja kochana teściowa, którą przywiózł Piotr i Janice. Janice na co dzień pracuje jako położna w Szpitalu Rotuda, ale tego dnia miała wolne, więc przyjechała specjalnie żeby być razem z nami. Olivia została pod opieka pielęgniarek na oddziale dla noworodków w szpitalu Rotunda. My w czwórkę razem pojechaliśmy do Mater Hospital zobaczyć moja żonę.

Agnieszka wyglądała bardzo źle. Była opuchnięta. Spała jeszcze pod działaniem narkozy.

Kiedy ją zobaczyłem, razem z moja teściową ponownie szlochałem i kolejny raz się załamałem. Piotrek, który był z nami zachęcił mnie żebyśmy modlili się o moja żonę przy jej łóżku. Modliliśmy się z wiarą przeciwko śmierci – kolejny raz przeciwko diabłu. Ogłaszaliśmy uzdrowienie w imieniu Jezusa Chrystusa. To było niesamowite. Agnieszka otworzyła na chwilę oczy i próbowała mówić, ale nie mogła ze względu na aparaturę, do której była podłączona. To był cud! Doktor, który czuwał nad stanem jej zdrowia,  powiedział mi kilka minut wcześniej, że Agnieszka odzyska pełną świadomość prawdopodobnie w poniedziałek czyli 2 dni później.

Późnym wieczorem w sobotę tego samego dnia, odwiedziliśmy Agnieszkę z moją teściową ponownie. Jej zdrowie bardzo się polepszyło. Rozmawialiśmy razem, cieszyliśmy się i byliśmy bardzo szczęśliwi, że poprawa następuje tak błyskawicznie. Dostałem mnóstwo SMS-ów z wersetami biblijnymi od rodziny jak i polskich oraz  irlandzkich przyjaciół. W niedzielę rano nasi przyjaciele z kościoła St. Marks w Dublinie jak i nasze rodzime kościoły w Polsce w Lubinie i Łęknicy modliły się o nas. Wiem też, że ludzie różnych kościołów w Polsce modlili się o nas. Czułem Bożą obecność.

W południe przewieziono Agnieszkę z powrotem do Rotundy dlatego, że stan jej zdrowia bardzo się polepszył w ciągu tak krótkiego czasu. Wtedy po raz pierwszy mogła przez chwilę potrzymać naszą maleńką Olivię. Niedziela była wspaniałym dniem. Czuliśmy jak Bóg jest z nami, jak się troszczy i pomaga. Czuliśmy jego miłość, troskę o nas. W poniedziałek Agnieszka miała ostatni czwarty zabieg. W trakcie tej operacji Bóg dał mi pewność zwycięstwa, pewność, że wszystko będzie w porządku.

Jezus uzdrawia i ratuje. Jemu chwała za wszystko!!!

Wierzę, że imię Olivia wybraliśmy nie przypadkowo. Bóg mi pokazał w trakcie tej walki Psalm 52 wersety 10 i 11.

„Ja zaś jestem jak zielona oliwka w Domu Bożym;

Zawsze i na wieki pokładam ufność w miłosierdziu Bożym.

Po wieczny czas wysławiać Cię będę za to, coś uczynił,

I głosić będę wobec Twoich wiernych,

Że Imię Twoje pełne jest dobroci.”

Dziękuję Bogu z żoną za nasza kochaną Olivkę i za to, że Bóg szedł z nami przez tą „ciemną dolinę” oraz za to, że wciąż jest z nami na zawsze.

Niech Dobry i Wierny Bóg Cię błogosławi obficie.

Dziękujemy.

Rafi, Aga i Olivka Janowscy.